Cezary Kucharski jak Sławomir Nowak

i

Autor: Tomasz Radzik Cezary Kucharski

Cezary Kucharski dla "SE": Jest wielu Krystianów Bielików [WYWIAD]

2015-01-29 8:50

Umieścił Roberta Lewandowskiego w Bayernie, teraz stoi za sensacyjnym transferem Krystiana Bielika do Arsenalu. W obszernej rozmowie z "Super Expressem" Cezary Kucharski opowiada o tajnikach pracy agenta piłkarskiego. Ile powinien kosztować "Lewy"? Czy Bielik zagra już w tej rundzie? Jak wspomina "haratanie w gałę" z premierem Tuskiem? "Kucharz" nie miał przed nami żadnych tajemnic!

"Super Express”: - Jak to było z transferem Bielika? To Arsenal go znalazł, czy wy „znaleźliście” Arsenal dla niego? Cezary Kucharski: - Zaraz po sprowadzeniu Krystiana do Legii zaczęliśmy się rozglądać za dalszymi ścieżkami w jego karierze. Arsenal ma w Polsce skauta, Tomasza Pasiecznego, więc nawiązaliśmy z nim kontakt. Mając takiego piłkarza, musisz szukać dla niego odpowiednich klubów. Nie możesz proponować go wszystkim. To musi być klub, który stawia na młodych, rozwija ich. Historia Arsenalu i trenera Wengera pokazuje, że to dobre miejsce dla młodszych graczy. Nie boją się tam na nich stawiać.

Informowaliśmy Tomasza Pasiecznego na bieżąco jaka jest sytuacja Krystiana. Przyjeżdżali także inni skauci, był obserwowany praktycznie w każdym meczu. I decyzja ze strony Arsenalu zapadła dość szybko. Na bieżąco sprawdzałem w Legii jakie jest podejście władz do tematu sprzedaży Krystiana Bielika. Na początku słyszałem "nie, nie, nie". Jednak po pewnym czasie Legia powiedziała OK., dodając, że jeśli to będzie poważny klub i rozsądna kwota to możemy rozmawiać. Na początku grudnia Legia dała zielone światło, aby Krystian pojechał do Londynu. Zobaczył klub, porozmawiał i przekonał się. Później były długie negocjacje, zakończone sukcesem.

Krystian Bielik dla "SE": Arsene Wenger codziennie pyta się, jak się czuję [WYWIAD]

- Ty od razu mówiłeś, że Arsenal i Legia wypracują kompromis. Te przepychanki, odrzucanie ofert w międzyczasie… To było takie medialne napinanie muskułów?

- Pozycję Legii w negocjacjach bardzo wzmocniło konkretne zainteresowanie Krystianem ze strony HSV. Arsenal był jednak zdeterminowany. Spotkali się gdzieś w połowie drogi i porozumieli. Dla Legii to duży sukces, bo po raz pierwszy w historii polskiej piłki nastolatek zostaje sprzedany za konkretne pieniądze. Wcześniej piłkarze poniżej 18 roku życia wyjeżdżali z Polski tylko za ekwiwalent za wyszkolenie. Dlatego uważam, że z tego punktu widzenia to przełomowy transfer.

Krystian Bielik oficjalnie graczem Arsenalu Londyn! [WIDEO]

- To ile kosztował Bielik?

- Nie wiem dokładnie, bo to były rozmowy między klubami. Ale to poważna suma w skali budżetu nawet takiego klubu jak Legia. - A jak z jego umiejętnościami zapoznał się Wenger? Dostał płytę z najlepszymi zagraniami? Raczej nie miał czasu, żeby całe mecze Bielika oglądać…

- Trener Wenger oglądał Bielika. Teraz są takie możliwości, że można sobie siedzieć w Londynie i oglądać na żywo mecz w Kazachstanie lub Azerbejdżanie. Jeśli ma się na to ochotę. Dużo łatwiej i szybciej można teraz zobaczyć uzdolnionego piłkarza niż to było w moich czasach. Pamiętam, że wtedy to samemu się majstrowało kasetę zgrywając mecze z telewizji i potem wysyłało w świat. - Nie wszyscy są zdania, że Bielik dobrze zrobił wyjeżdżając z Polski tak szybko. Prezes Zbigniew Boniek uważa, że powinien był zostać i walczyć o miejsce w Legii...

- Każdy ma prawo mówić to co mu się podoba. Wiadomo, że zawsze będą głosy za i przeciw. Ja nie boję się podejmować odważnych decyzji i namawiam do tego samych piłkarzy. Namawiam ich do bycia pewnymi siebie, patrzenia do przodu, pozytywnego myślenia. Po EURO niewielu z was, kibiców i tych, którzy tak się mądrzą wierzyło, że polski piłkarz trafi do Bayernu, Sevilli, Arsenalu, Fiorentiny. Jestem przekonany, że skoro taki poważny klub, jak Arsenal widzi talent w Krystianie, ryzykuje i inwestuje w niego pieniądze, to jest to wiarygodna sytuacja, coś z tego może być. Niewiarygodne jest natomiast to, że prezes federacji wypowiada się na takie tematy. Nie powinien tego robić, bo się na tym nie zna. Był wielkim piłkarzem. Ale nie zna tego biznesu, nie wie, jak się powinno młodego chłopaka prowadzić. Miał swoją karierę, ale to były inne czasy. Dla mnie bardziej wiarygodny jest trener Wenger i ludzie pracujący w Arsenalu niż prezes naszej federacji, który się wypowiada tak a nie inaczej, bo mnie nie lubi.

Wenger jak... Marcinkiewicz: Yes, yes, yes. Bielik wylądował w Arsenalu

- Nie lubi z wzajemnością?

- Mam do Zbigniewa Bońka stosunek obojętny. Próbuje mi trochę przeszkodzić w moim biznesie. Ale ja sobie poradzę. Wielu mi próbuje i próbowało mi przeszkodzić. Tak to działa. - W tym sezonie Bielik ma szanse, aby zagrać w Arsenalu?

- Przedwczoraj grałem w piłkę i jeden z kolegów pyta mnie: Czarek powiedz mi, czy mam obstawić u bukmacherów, że Bielik zadebiutuje w Arsenalu w tej rundzie? Odpowiedziałem mu, że wierzę, że tak się stanie. - Ale postawiłbyś bardziej złotówkę czy sto tysięcy złotych?

- Nie jestem hazardzistą. Nie lubię spekulować na temat kwot. Wierzę jednak w to, że on będzie w Anglii ciężko pracował i w którymś momencie Wenger da mu szansę. Nawet po to, aby poczuł klimat Premier League. Oni potrafią wprowadzać młodego chłopaka do drużyny we właściwym momencie, aby go nie spalić. Młody chłopak jest taką plasteliną, którą trzeba ulepić. Oni to potrafią. - Kibice Legii dokuczają fanom Lecha, że klub ze stolicy zarobił takie pieniądze na transferze Bielika do Anglii, a przecież jeszcze kilka miesięcy wcześniej Bielik trenował w Poznaniu.

- Zawsze będą przepychanki między Lechem a Legią. Dziennikarze będą to podsycać, bo to fajny temat dla wszystkich. Parę lat temu przy mojej pomocy do Lecha trafił Robert Lewandowski. Wtedy to poznaniacy mieli powody do nabijania się z Legii. Teraz, gdy Krystian podążył w przeciwnym kierunku i za chwilę odszedł za duże pieniądze do poważnego klubu, to kibice Legii mają swój rewanż. Jeśli o mnie chodzi, to nigdy nie będę kierował się sympatią czy antypatią kibiców do klubu przy prowadzeniu piłkarzy. Wydaje mi się, że na ten moment Legia jest lepszym adresem jeśli chodzi o rozwój, możliwości wyjazdu do poważnego zagranicznego klubu niż Lech. Jest silniejszą drużyną i ma mocniejszą pozycję w naszej piłce. Kilka lat temu było odwrotnie. Byłem wtedy przekonany, że transferując Roberta do Lecha podejmujemy najlepszą decyzję. Ale to był Lech Smudy, który szedł do góry, który widać było, że jest coraz silniejszy. I zdobyli mistrzostwo Polski. Myślę, że teraz trochę poczekają na powtórkę. - Lech oddał ci pieniądze za transfer Lewandowskiego do Borussii?

- Sprawa jest w sądzie. W PZPN zakończyła się absurdalnym wyrokiem. Ale walczę dalej. W sądzie powszechnym. - Przez sprawę sądową nie ma chyba możliwości, że Kucharski sprzedaje piłkarza do Lecha.

- Nikt z Lecha nie zadzwonił do mnie z propozycją, abym zaproponował temu klubowi jakiegoś piłkarza. Gdyby zadzwonili, to byśmy rozmawiali. Widocznie w Lechu uznali, że nie mam atrakcyjnych dla nich graczy. - Robisz dużo interesów z Legią, ale prezes Leśnodorski czasem cię podszczypuje, pisząc, że zrażasz do siebie ludzi. Jakie masz z nim relacje?

- Nie zauważyłem tego, ale prezes Leśnodorski ma taki dar, że każdemu mówi to, co ten chciałby usłyszeć (śmiech). Jest elastyczny, dostosowuje się do sytuacji. Wiadomo, że tam, gdzie pojawiają się pieniądze, to w którymś momencie musimy się zderzyć. Negocjujemy, ja ciągnę w jedną stronę, bo chcę jak najlepiej dla mojego piłkarza, a prezes w drugą . Wiemy, że musimy się dogadać, bo jesteśmy skazani na siebie. I znajdujemy kompromisy. To ja ściągnąłem Tomasza Jodłowca do Legii. Namówiłem Jakuba Rzeźniczaka, aby został w Warszawie. Doprowadziłem do kompromisu między Legią a Michałem Kucharczykiem. Podpisałem kontrakt z Jakubem Koseckim, Michałem  Żyro... Transferowałem Rafała Wolskiego do Fiorentiny, sprowadziłem Krystiana Bielika. Uważam, że te relacje między z nami są dobre. Wiem, że będziemy konkurowali. Prezes będzie budował w mediach atmosferę, że jestem jego przeciwnikiem po to, aby osłabić moją pozycję w negocjacjach. To dla mnie oczywiste. Przez kilka lat walczyłem z niemieckimi mediami, szczególnie z Bildem, który ewidentnie pewne rzeczy pokazywał w skrzywionym lustrze. Gdy się negocjuje kontrakt to wiadomo, że klub będzie wysyłał sygnały, że ten menedżer jest zły, chciwy. I że piłkarz jest chciwy. I w ogóle dlaczego żądają tak dużych pieniędzy. To naturalne. - Ale transfer Wolskiego do Mechelen to już nie twoje dzieło. Pracujecie razem?

- Już nie, ale współpraca ze mną przyniosła mu awans sportowy i finansowy. Uważam, że transfer do Mechelen był nierozsądny. Gdybym wciąż pracował z Wolskim, nie doszłoby do tego transferu. Mechelen to słabszy klub niż Legia, Rafał trafia do nowego kraju, znowu musi się uczyć języka. Ja miałem inny pomysł na niego. Jeszcze dwa miesiące temu mówił mi, że zostaje we Włoszech, że tam sobie poradzi. Przejście do Bari to była sugestia ludzi z Fiorentiny. Każdy podejmuje decyzje za siebie, ma swoich doradców.

Arsenal Londyn chce pomocnika Legii Warszawa [ZDJĘCIA]

- Ale to Wolski powiedział koniec, czy ty zrezygnowałeś z dalszej współpracy?

- Z Rafałem pracowałem cztery lata. Nie pracujemy już razem, umowa wygasła. Miał prawo podpisać z kim chce. - Nie zabiegałeś o Wolskiego, bo przestałeś w niego wierzyć?

- Nie chcę mówić o szczegółach współpracy. Takie jest życie. Rafał wybrał inną drogę. W trakcie naszej współpracy Rafał był w kadrze na EURO, przekonałem trenera Smudę, aby w niego uwierzył. Potem był wyjazd do Fiorentiny w momencie, gdy pół roku nie grał z powodu kontuzji, miał operację. Wykorzystując swoje kontakty leczyłem go u doktora Wolfharta w Monachium. Dzięki temu mógł wyjechać do Włoch, podpisać dobry kontrakt. Doceni to za jakiś czas. A teraz życzę mu powodzenia. - Inny twój piłkarz, Grzegorz Krychowiak wystrzelił chyba szybciej niż się nam wydawało. Zrobiło się o nim głośno, wszyscy o nim dyskutują. Dzieje się coś w sprawie jego odejścia do Arsenalu?

- Na razie nie ma takiego tematu. Ok., w Londynie go znają, ale to tyle. On dobrze czuje się w Sevilii. Kupił dom, teraz go remontuje. Świadczy to że nie jest przystanek na sześć miesięcy. Jeszcze niedawno widziałem wypowiedzi Grzegorza Lato i Wojtka Kowalczyka, którzy naśmiewali się z Krychowiaka. Jakaś taka dziwna tradycja narodziła się w piłkarskim środowisku, że każdy z każdego się naśmiewa, drwi. - Ale były zapytania z innych klubów w sprawie kupna Krychowiaka?

- Nie, bo nie było żadnego sygnału z Sevilii, aby coś w tym kierunku robić. Grzegorz Krychowiak w kontrakcie ma wpisaną klauzulę odstępnego, ale jest ona wysoka. Nie sądzę, aby ktoś w tym momencie zapłacił takie pieniądze. Mam nadzieję, że za rok, może za 1,5 pozycja Grześka będzie jeszcze mocniejsza w Sevillii. Że może ta jego praca będzie jeszcze bardziej doceniona niż teraz. Za dwa lata hiszpański klub będzie się zastanawiał co robić: sprzedawać czy przedłużać kontrakt. Ale w tej chwili nie będą zainteresowani transferem.

OFICJALNIE: Michał Masłowski przejdzie do Legii Warszawa!

- Rekord w historii polskiej piłki to przejście Jerzego Dudka do Liverpoolu za ponad 7 mln euro. Lata mijają, a nikt tego rekordu nie pobił. Trochę wstyd.

- Uważam, że transfer Roberta do Bayernu był większy, ale pieniądze nie powędrowały do klubu (śmiech). Gdyby włodarze Dortmundu dotrzymali mi i Robertowi słowa to jego transfer zapewne były na poziomie 35 milionów euro. Ale na pewne rzeczy nie miałem wpływu. - Nigdy nie mówiłeś o kulisach transferu Lewandowskiego do Bayernu. To był najtrudniejszy deal nad jakim pracowałeś?

- Zdecydowanie. Najtrudniej jest tam, gdzie pojawiają się duże pieniądze. Chętnych, którzy chcą się podczepić jest wielu. Ale udało się. To jest fajne i mam z tego powodu satysfakcję. Dużo wcześniej mówiłem, że Robert będzie gwiazdą w takim klubie jak Bayern. Nie zrobiłem tego w chwili, gdy Lewy strzelił cztery gole Realowi w Lidze Mistrzów. - To prawda, że w trakcie negocjacji padło stwierdzenie, że Polak nie może zarabiać w Borussii więcej od Niemca?

- Gdy usiedliśmy do rozmów, to rzeczywiście takie słowa usłyszałem. To było wtedy, gdy zaproponowałem warunki, na których Robert miałby zostać w Dortmundzie. No i dostałem odpowiedź, że Polak nie może w niemieckim klubie zarabiać najwięcej. To był dla mnie duży cios. - Co im wtedy odpowiedziałeś?

- Że Polak będzie zarabiał więcej od Niemca! Dla mnie to była dyskryminacja. Tak to odebrałem. Ale w negocjacjach używa się różnych sposobów, aby osłabić drugą stronę, coś ugrać dla siebie. Wcześniej byłem przekonany, że w Niemczech liczy się tylko to co pokazujesz na boisku. Teraz trochę inaczej na to patrzę. Wtedy bardziej emocjonalnie do tego podszedłem. Udało mi się jednak doprowadzić do tego, że transfer się dokonał.. - A jak wyglądają teraz twoje relacje z Dortmundem? Na przykład o Krychowiaku mówiło się w pewnym momencie, że też może trafić do BVB. Pytanie czy oni wciąż chcą tam z tobą robić interesy...

- Nie było tematu Grzegorza Krychowiaka do Borussii. Ale jeśli będę reprezentował piłkarza, który sportowo będzie pasował do Dortmundu, to zrobię ten transfer. Podczas ostatniego pobytu w Hamburgu, z Bielikiem, spotkałem prezydenta Borussii, pana Watzke i normalnie rozmawialiśmy. Pogratulował mi nawet mówiąc, że w dobrym momencie z Lewandowskim uciekliśmy z jego okrętu (śmiech). Mimo tych emocji, które były między Bayernem, Borussią, a nami, napięcie kiedyś zniknie. Wydaje mi się, że byłoby głupie ze strony Dortmundu, gdybym za jakiś czas reprezentował napastnika tej klasy co Lewandowski, a oni nie byliby nim zainteresowani. To byłaby absurdalna sytuacja.

Taye Taiwo blisko Legii Warszawa: Wizytówkę ma imponującą [WYWIAD]

- A jak oceniasz początki Lewandowskiego w Bayernie? Jesteś zadowolony z jego postawy?

- Przewidywałem, że będzie trudniej niż w BVB. Bo inaczej gra Bayern, a inaczej Borussia. Myślę jednak, że to idzie w dobrym kierunku, że Robert będzie coraz lepiej funkcjonował w tej grupie ludzi. Być może nie będzie strzelał tyle goli co w Borussii. Jednak będzie miał satysfakcję z większej liczby zdobywanych tytułów. Bo to jest drużyna, która w każdym sezonie musi zdobywać po kilka trofeów. - Kolejnym twoim piłkarzem, który może iść pod młotek jest Michał Żyro. Jak wygląda jego sytuacja?

- Michał ma jeszcze 1,5 roku kontraktu z Legią. Dwa dni temu Legia rozmawiała z Anglikami, trzy dni temu z poważnym włoskim klubem. Wszystko jest możliwe. Jak na razie, Legia nie potrafi się z nikim porozumieć. A może żądania na ten moment są zbyt wysokie, więc należy poczekać pół roku. Pamiętajmy, że za rok Michał może podpisać kontrakt jako wolny zawodnik. Obecna umowa obowiązuje do lata 2016. Czyli Legia ma dwa okienka na zarobienie na nim. - Przy transferze Żyro przewijają się różne agencje menedżerskie.

- Wiem, że wielu agentów próbuje oferować Michała angielskim klubom i to tym z najwyższej półki, jak Chelsea czy Arsenal, za 7-8 mln euro. Dla mnie to nieprofesjonalne. Inna jest sytuacja Bielika, który idzie do Arsenalu i tam może poczekać. Inna jest sytuacja Michała. On musi iść do klubu, w którym od razu trafi do pierwszego składu i będzie grał. Proponowanie Michała do Chelsea? Chciałbym bardzo, żeby kiedyś tam trafił. Ale najpierw musi pójść do klubu między Chelsea a Legią. Jeśli dochodzą mnie słuchy, że proponowany jest w Anglii przez sześciu czy siedmiu agentów to nie jest dobre dla samego piłkarza. Nieskoordynowane działania deprecjonują wartość piłkarza. - Legia wysyłając list do zagranicznych klubów, w którym proponowała Żyrę, trochę się skompromitowała.

- To było nierozsądne. Łagodnie mówiąc. To jest deprecjonowanie wartości własnego piłkarza. To też jakby uderzenie we mnie, w moją osobę i rolę. Byłem tym zaskoczony. Nie wiedziałem o tym liście. Wyraziłem swoje zdanie w rozmowie z prezesem Legii. Sprawa jest zamknięta i mam nadzieję, że więcej się nie powtórzy. - Brylujesz na polskim rynku, a nie marzy ci się międzynarodowa kariera, takiej grubej ryby jak Mino Raiola czy Jorge Mendes? To w ogóle możliwe? Pewnie nie…

- Gdy przed 8 laty zaczynałem działać jako agent, to głównym moim celem było zbudowanie marki polskiego piłkarza zagranicą. Zajmuje się tylko Polakami. Mam nadzieję, że za 10, 15 lat polski piłkarz będzie tak samo dobry i wiarygodny jak Portugalczyk czy Włoch. Ja operuję materiałem tylko Made in Poland. I tak pozostanie. - Nie masz ochoty, ani pomysłu, aby sprowadzać do Polski klasowych cudzoziemców?

- Zdarza się, że czasami ktoś mnie namawia na jakichś piłkarzy. Nie mam takiej potrzeby, determinacji. Wierzę w polskich piłkarzy bardziej niż oni sami. Nie lubię wchodzić w coś czego nie jestem pewny. Bo często jest tak, że jeden zawodnik ma 10 agentów. Byłbym więc jednym z dziesięciu ogniw. Dlatego nie mam ochoty w czymś takim uczestniczyć. Poza tym nie chcę stwarzać konkurencji w klubie dla piłkarzy, których interesy prowadzę. - Proponowano ci znane nazwisko?

- Nazwisk jest dużo, bo znam wielu agentów. Ostatnio ktoś proponował Czygrińskiego z Szachtara Donieck. Pytał, czy jest możliwość, aby trafił do Polski, na przykład do Legii. Spytałem o oczekiwania finansowe Ukraińca. Jak usłyszałem, że chce zarabiać milion euro to nawet nie wykonałem żadnego ruchu. Transfer wydawał mi się nierealny w polskich warunkach. A jak się dowiedziałem, że jeszcze inni polscy agenci są w tym temacie to powiedziałem, że odpuszczam. Bo później by powiedziano, że Kucharski się miesza do transferu, który oni zaczęli. - Jak oceniasz polski rynek agentów?

- Jest coraz lepiej. Agenci są coraz bardziej profesjonalni. Jest rywalizacja, jak w każdym innym biznesie. Coraz mniej słyszę negatywnych opinii z rynku. Czyli, idzie to w dobrym kierunku. Jak rozmawiam z agentami zagranicznymi to nie mam odczucia, że oni znają się lepiej do Polaków. Może mają lepsze wizytówki, bo tam Londyn, Mediolan, Zurych, Monachium. Mimo wszystko to wciąż lepsze wizytówki niż Warszawa. Ale gonimy ich. - Czy w tym okienku należy spodziewać się jeszcze innego transferu twojego piłkarza?

- Cały czas działam. I czasami trzeba mieć dużo cierpliwości, gdy widzę jak działają polskie kluby, które nie znają potencjału swoich piłkarzy, występujących w reprezentacjach Polski juniorów. Z dużym przekonaniem mogę powiedzieć, że ja i moja agencja znamy lepiej młodych piłkarzy w Polsce niż wiele polskich klubów i ludzi w nich pracujących. - Nowy Bielik wypłynie?

- Takich Krystianów Bielików jest wielu. Trzeba ich zauważyć, ktoś musi w nich uwierzyć i trzeba dać im szansę. W Lechu nie poznali się na Krystianie. Grał w juniorach młodszych. Wtedy zacząłem go reprezentować. I trafił do pierwszej drużyny seniorów Legii. Wszedł do zespołu. Tyle że i w Legii nie do końca na początku wierzono w ten talent. Dopiero gdy Berg zobaczył go na turnieju, który odbywał się pod Warszawą, to szybko to poszło. Takich Bielików jest wielu w polskiej piłce. Ale trenerzy, dyrektorzy, prezesi boją się postawić na młodego. Mają presję wyniku. Wolą wziąć przeciętnego cudzoziemca niż postawić na takiego Krystiana Bielika czy Grzesia Tomasiewicza, który jest perełką na miarę Leszka Pisza. Ma umiejętności i budowę właśnie jak Pisz. Mamy pewne ograniczenia wynikające z tego, że boimy się ryzykować stawiając na młodych. Mam nadzieję, że przykład Krystiana pomoże otworzyć oczy wielu polskim trenerom, prezesom i dyrektorom. - W Polsce piłkarz młody i utalentowany ma 25 lat, a za granicą w wieku 18 lat już jest czołowym graczem zespołu. Dlaczego tak się dzieje?

- Bo my w Polsce młodych piłkarzy otaczamy zbyt dużą opieką. Nie dajemy im szybko dorosnąć. Często spieram się z klubami i rodzicami, którzy oczekują ode mnie, że... będę niemalże zmieniał moim piłkarzom pampersy. Oczywiście to przenośnia. Ja inaczej wyobrażam sobie moja rolę. Uważam, że takie podejście, zbyt opiekuńcze, ze strony agenta i klubu powoduje, że młody piłkarz wolniej się rozwija. On musi się zderzyć z twardą rzeczywistością. Powinien zapomnieć o pięknych latach juniorskiej piłki, gdzie nie ma odpowiedzialności, gdzie nie ma rywalizacji i walki. Dorosła piłka to jest ciągła walka łokciami, konkurencja, przepychanie się. Często piłkarze otoczeni są doradcami, którzy nie pokazują im co jest ważne w piłce, ale powodują, że czują się dobrze. Sprawiają, że jest miło, sympatycznie, a tymczasem na boisku tak nie jest. To jest w Polsce do poprawy. Nie chcę mówić, że my głaszczemy tych piłkarzy. Ale trochę tak jest. Każdy rodzic młodego piłkarza, którego reprezentuję oczekuje tego głaskania ode mnie. Tyle że ja na początku każdemu mówię: zapomnijcie o miłej juniorskiej atmosferze, bez wielkiej presji , bo teraz zaczyna się poważna piłka. Dorosły pracujący w firmie musi być odpowiedzialny, sam rozwiązywać problemy. Mam nadzieję, że jak macie problemy to nie lecicie do mamy i taty i nie płaczecie im w rękaw lecz sami to rozwiązujecie. W polskiej piłce z młodymi graczami to jeszcze szwankuje. Muszą być bardziej dojrzali, odpowiedzialni, przygotowani mentalnie na twardą walkę. - Lewandowskiego ustawiłeś na kilka pokoleń. Transfer do Bayernu to dla ciebie strzał finansowy  życia.

- Moje wynagrodzenie uzależnione jest od klasy i zarobków zawodnika. To oczywiste. Ja mam ciągły dyskomfort mówienia o pieniądzach. Bo u nas ten co dobrze prowadzi biznes często jest piętnowany. Cieszę się z takiego sukcesu jak transfer do Bayernu, bo to buduje pozycję każdego polskiego piłkarza w negocjacjach. To ma wpływ na każdego piłkarza i agenta. - W przeciwieństwie do innych agentów jako poseł musisz ujawnić dochody.

- Ale to się już skończy. - Zanosi się jednak na to, że twoja deklaracja za 2014 rok będzie rekordowa.

- No comment. - Wracając do konfliktu z Bońkiem. Widzisz szanse na jego zakończenie? Wydaje się, że ten spór jest trochę bez sensu….

- Prezes zajmuje się sprawami, którymi nie powinien się zajmować. Powinien skupić się na prowadzeniu PZPN i rozwiązywaniu problemów polskich klubów. Dla mnie to dziwna sytuacja, że związek śpi na pieniądzach, a polskie kluby mają ogromne problemy finansowe. Coś tutaj jest nie tak. Weźmy sytuację Górnika Zabrze. Taki klub, z taką historią, z gigantycznymi problemami finansowymi… A związek niewiele robi , aby go uratować. Kolejny przykład to Polonia Warszawa. Chciałbym pójść na derby Warszawy. Związek miał ogromne możliwości finansowe, aby pomoc ale w żaden sposób nie próbował ratować i pomagać. Górnik ukarano ostatnio grzywną w wysokości ponad 200 tysięcy złotych. Rozumiem, że są przepisy, ale przestrzegajmy je w jednakowy sposób. Sam prezes mówi, że trzeba ich przestrzegać. Tyle, że skoro tak bardzo się ich trzymamy, to wg statusu nie powinien być prezesem. Bo nie zamieszkiwał w momencie wyboru w Polsce. - Bez przesady. Jest zameldowany w Bydgoszczy…

- Zameldowanie to nie zamieszkanie. Z jednej strony przestrzega się literalnie przepisów w stosunku do Górnika czy Polonii, a z drugiej prezes mówi: jestem obywatelem Włoch i mogę reklamować nielegalnych w Polsce bukmacherów. I namawiać Polaków do grania i łamania ustawy. Widzę tu dużo niekonsekwencji. - Ale co do klubów, to nie jest rola PZPN, żeby finansowo wspomagać zespół A czy B. Bo zaraz zgłosi się klub C.

- Może ja mam inne podejście. ŁKS, Górnik, Polonia - ja robiłbym wszystko, aby utrzymać takie kluby przy życiu. Bo są historią, marką, przyciągają ludzi. A nie widziałem żadnego zaangażowania prezesów, ani Lato w ratowanie ŁKS, ani Bońka w ratowanie Górnika. OK., można stać z boku i mówić: radźcie sobie sami. Rola prezesa powinna być inna. Nie powinien siedzieć na twitterze, ale rozwiązywać realne problemy. - Ten konflikt z prezesem zaszedł tak daleko, że nie usiadłbyś z nim przy stole, żeby po staropolsku napić się wódki?- Ja lubię ludzi. Nie mam problemu, aby usiąść do stołu z osobami mi nieprzychylnymi i normalnie rozmawiać. - Ale ostatnio rozmawiacie głównie za pomocą Twittera.

- Zbigniew Boniek używając swoistej narracji buduje pozycję silnego prezesa, który szczypie posła, menedżera, byłego piłkarza, nie tak wybitnego oczywiście jak on. Lubi pokazywać, że ja nie byłem taki wybitny. W ten sposób dowartościowuje się. Według mnie zupełnie niepotrzebnie. - Powoli dobiega końca twoja kariera polityczna, w Polska The Times zapowiedziałeś, że nie będziesz znów kandydował. Delikatnie mówiąc, szału pod tym względem nie było. Do tej pory niektórzy się śmieją, że zabrałeś głos bodaj dwa razy, w tym raz, żeby zgasić czy włączyć klimatyzację na sali…

- Nie jestem posłem zawodowym. Nie pobieram pieniędzy. Ostatnio zadzwonili do mnie przyjaciele z Lubelszczyzny. Powiedzieli, że jestem na pierwszej stronie gazety, bo jako jedyny poseł stamtąd nie wziąłem ani złotówki za kilometrówki. Znam mechanizmy w Sejmie. Pewnie mógłbym być bardziej aktywnym, wtedy media by mnie chwaliły. Ale nie wierzę, że można państwo naprawić tylko wypowiedziami, tak jak nie naprawi się polskiej piłki aktywnością na twitterze i dużą liczbą wywiadów przyjaznym dziennikarzom. Moje wypowiedzi w sejmie miałyby niewielki wpływ na funkcjonowanie tego państwa. - To po co ci to było?

- Dostałem propozycję od ludzi z Łukowa, żebym się zaangażował. Jak juz znalazłem się na liście, wystartowałem, to podszedłem do tego jak sportowiec - zrobić jak najlepszy wynik. Nie ukrywam, że zawsze byłem zwolennikiem Donalda Tuska i PO. Po tym co widziałem w Sejmie, jestem przekonany, że ta partia jest najlepszą propozycją dla Polaków. Nie idealną, bo takich nie ma. Ale z polityką rzeczywiście już kończę. - Rezygnujesz, bo nie masz już z kim w piłkę pograć po wyjeździe premiera Tuska do Brukseli?

- Granie z premierem to była satysfakcja. Świetnie, że to robił. Pokazywał, że nowoczesny polityk dba o formę fizyczną. - Ma smykałkę do piłki?

- Z dnia na dzień grając ze mną był coraz lepszy (śmiech). - Gdyby był młodszy, mógłbyś go wytransferować. Akurat na tym się znasz…

- Sam przeprowadził swój transfer. Porównywalny do transferu Lewandowskiego do Bayernu. Tyle że zarobki trochę inne (śmiech).

Rozmawiali Piotr Koźmiński, Marcin Szczepański

Najnowsze