Józef Kowalczyk, tata Justyny, zarywał dla niej noce
Józef Kowalczyk, ojciec mistrzyni olimpijskiej, nie spał dwie noce po jej olimpijskim triumfie. Zupełnie jednak nie było tego po nim widać, gdy pojawił się na lotnisku w Warszawie. Odporny i wytrzymały jak córka.
Przez pierwszą noc wraz z żoną czuwał aż do dekoracji, która miała miejsce o 4 rano, a potem przyjmował gratulacje od przyjaciół i znajomych. Kolejnej nocy przez pięć godzin prowadził mikrobus z Kasiny Wielkiej do Warszawy, aby rano powitać Justynę na Okęciu i zawieźć ją do domu.
Przeczytaj koniecznie: Szczęściara Kowalczyk
- Zdrzemnąłem się przez dziesięć minut na stacji benzynowej i w porządku - wyjawił nam tata mistrzyni, który zupełnie nie obawiał się zmęczenia. - W drodze powrotnej też będę prowadził.
Państwo Kowalczykowie, szczęśliwi z historycznego sukcesu córki, nie poczuli się jednak, jakby polecieli w kosmos. - Każdym sukcesem każdego z naszych dzieci (oprócz Justyny to syn Tomasz oraz córka Ilona - oboje lekarze - przyp. red.) cieszymy się jednakowo, więc nie ma w nas szczególnej euforii. Patrzymy na Justynkę tak samo jak do tej pory, bo przecież jest wciąż taka sama - mówi z uśmiechem pan Józef.
Zobacz także
| Data | Godzina | Gospodarze | Wynik | Goście |
| 08.06.2012 | 18:00 | Polska | - : - | Grecja |
| 08.06.2012 | 20:45 | Rosja | - : - | Czechy |



